Mój Ojczulek Dariusz Wąsowicz ( 1910-1973)

Nazywaliśmy go tak według rodzinnej tradycji, jaką wyniósł z domu, bo i on nazywał Ojczulkiem swego ojca Rafała Wąsowicza.

Mój dziadek Rafał Wąsowicz artysta malarz,
przed obrazem z paletą i pędzlem w ręku w toku pracy.
Jedno z niewielu zachowanych zdjęć mojego dziadka.
http://www.galeriazak.pl/pl/p/Rafal-Wasowicz-Polowanie-na-kaczki,-1920-r./987

Dziadka Rafała nie znałam bo zginął z rąk hitlerowskich oprawców w czasie Powstania Warszawskiego. Po zniszczeniu Warszawy niewiele zachowało się z jego dorobku artystycznego, ale ostatnio coraz częściej pojawiają się jego obrazy na różnych aukcjach sztuki.

Portret Rafała Wąsowicza wykonany techniką litografii w 1932 roku przez jego zięcia grafika, ilustratora Konstantego Sopoćko na 65 lecie jego teścia Rafała. Wszystkie obiekty w tle ilustrują rozmaite przedsięwzięcia Rafała, też tuba, którą trzyma w ręku była wyrobem fabryki farb olejnych jego firmy.

Moja ciocia Maria Wąsowicz-Sopoćko cudem przeżyła Powstanie Warszawskie tracąc w nim 14 letniego syna Krzysztofa Sopoćko. Była świetną akwarelistką i po wojnie do sędziwego wieku działała w Warszawie jako pedagog sztuki.

Maria Wąsowicz-Sopoćko
Akwarela z serii
“Malowniczość polskiego stroju ludowego”.
Portret koronczarki
Marii Gwarkowej w stroju Beskidu Śląskiego.
http://www.artinfo.pl/pl/wizytowki/artysci/15334/

Mój stryjek Tadeusz Wąsowicz, dr Edafologii po SGGW, w listopadzie 1939 po kapitulacji opuścił Polskę, aby uniknąć internowania przez okupanta. Ma wtedy 36 lat i od momentu opuszczenia domu rodzinnego w Warszawie prowadzi skrupulatnie pamiętnik. Dzięki pomocy zaprzyjaźnionych górali przedostał się przez Tatry na południe i po długiej wędrówce – przez miedzy innymi Węgry i Włochy  – dołączył do wojsk polskich we Francji. Koniec wojny zastał go wraz z wojskiem Polskim w Szkocji.
Po wojnie Tadeusz w rozterce pozostał w Anglii gdzie pracował jako naukowiec i gdzie zmarł w 1967 roku w wieku 63 lat.
Po śmierci Stalina stopniowo zaczęły ożywać kontakty z Europą zachodnią. Jak wielu Polaków pozostałych po wojnie poza krajem stryj Tadeusz po nieustannych staraniach odnalazł kontakt z młodszym bratem Dariuszem i dowiedział się o tragicznych losach rodziny w Warszawie. Bracia uściskali się znowu dopiero po 25 latach w 1964 roku, kiedy Ojczulek dostał zezwolenie na wyjazd do Anglii w celu odwiedzenia chorego brata, w polskim szpitalu Mabledon niedaleko Londynu.

Bracia Tadeusz i Dariusz Wąsowicz
po 25 letniej rozłące w ogrodzie szpitala Mabledon w lipcu 1964.
http://ezitis.myzen.co.uk/mabledon.html
Tadeusz Wąsowicz pracował też w tropikach jako gleboznawca.
Miedzy innymi w Nigerii, Sudanie, Brytyjskiej Gujanie.
Znał i mówił kilkoma narzeczami arabskimi.
Podobno był tak miły dla ludzi z którymi miał do czynienia,
że mówiąc o nim pytano –
‘jaki to jest kraj ta Polska, że tam są tacy biali dobrzy dla
czarnych’?

Stryjek Tadeusz postanowił dać swoim nowym bratanicom i bratankowi w Polsce prezent w formie języka angielskiego i wymyślił plan, który nazwał “A window open to the world”. Przez całe lata wydreptywał progi zarówno polskiej ambasady jak i Home Office w Londynie, aż w końcu – nie do wiary – uzyskał pozwolenie na przyjazd najstarszej bratanicy 12 letniej Darii na pełny rok szkolny do Anglii. Po jej powrocie pojechałam na rok ja i po mnie najmłodsza z nas Blanka. Jacek wykorzystał prezent Stryjka, studiując skrzypce w Brukseli dopiero po śmierci Stryjka, który po swojemu też i o to skrupulatnie zadbał.

Życie mojego Ojczulka jest przykładem losów wielu Warszawiaków i ich rodzin. Urodził się 1 grudnia 1909 roku jako najmłodszy syn artysty malarza Rafała Wąsowicza i pianistki Anieli Wespańskiej. W paszporcie miał jednak datę urodzenia 10 stycznia 1910 roku, bo zameldowano go w urzędzie stanu cywilnego po Nowym Roku dla odroczenia o rok obowiązku służby wojskowej. Mały Dariusz był rozrabiaką, więc został posłany przez ojca Rafała do Korpusu Kadetów w Modlinie. Podobno domownicy w Warszawie wiedzieli kiedy za karę nie miał pozwolenia na wyjazd do domu na niedzielę, bo jego pies Fidel leżał sobie spokojnie w kuchni, a nie czekał jak zwykle na Darka przy drzwiach wejściowych. Ojczulek niewiele mówił o swoim życiu przedwojennym i w latach okupacji, a jeśli pytaliśmy to opowiadał raczej właśnie takie zabawne historie ze swojego dzieciństwa i młodości.
Dariusz marzył o studiach malarskich lub przynajmniej o architekturze. Jednak ojciec Rafał miał inne plany dla najmłodszego syna, jako że w rodzinie była już jedna artystka – jego najstarsza córka Maria i wysłał Darka na studia handlu zagranicznego na Institut Supérieure de Commerce de L’Etat w Antwerpii, gdzie w tamtych czasach studiowało sporo Polaków.

Po powrocie do Polski z licencjatem w kieszeni Dariusz pracował w ministerstwie spraw wewnętrznych. Ożenił się i miał dwoje dzieci: syna Rafała urodzonego 30 maja 1936 roku i córeczkę Narcyzę urodzona w październiku 1937 roku. Sztuka jednak ciągnęła Dariusza, więc choćby zaocznie ukończył studia historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim i pracę magisterską napisał o rzeźbionych drewnianych ambonach kościelnych.We wrześniu 1939, Dariusz jako pracownik ministerstwa, nie był objęty mobilizacją. Po kapitulacji nastały lata okupacji i pozbawiony pracodawcy poświęcił się całkowicie malarstwu w pracowni i przy boku ojca Rafała i siostry Marii. Wybuch Powstania Wasrzawskiego 1 sierpnia 1944 roku zmusza Dariusza do rozstania się z rodziną. Wybiega z domu na ulicy Wolskiej 7 mając w kieszonce marynarki jedynie kilka fotografii żony i dzieci.

Dariusz Wąsowicz z dziećmi Rafałem i Narcyzą i z ich psem. Zdjęcie zrobione w latach okupacji przed 1 sierpniem 1944 roku.

To zdjęcie schował Dariusz do kieszonki marynarki, kiedy opuszczając rodzinny dom żegnał Ojca, żonę i dzieci.

Nie wiedział, że kilka dni później, 6 sierpnia 1944 rano w Rzezi Woli jego rodzina zginęła z rąk faszystowskich: 77 letni ojciec Rafał, żona Hanna wraz z 8 letnim synkiem Rafałem i 6 letnia córeczką Narcyzką oraz inni, daremnie chroniący się w piwnicy, mieszkańcy domu na ulicy Wolskiej. Powstanie upadło, ale odwet Niemców trwał i Warszawa płonęła. Spopielone resztki swych bliskich odnalazł Dariusz w piwnicy zgliszcz swego domu dopiero w styczniu 1945 roku po zajęciu ruin Warszawy przez wojska radzieckie. Do jeszcze hermetycznie zamkniętej stolicy wpuścił go wartujący radziecki żołnierz za kawałek chleba.

Dom Rafała Wąsowicza, ul Wolska 7, fotografia zrobiona w 1918 roku.Tu urodził się mój Ojczulek Dariusz.
Na najwyższym piętrze widoczne duże okna pracowni malarskiej gdzie w czasie okupacji pod okiem ojca Dariusz doskonalił swój warsztat malarski.

Okoliczni mieszkańcy opowiadali, że 6 sierpnia 1944 z płonącej kamienicy Wąsowiczów unosił się wyjątkowo czarny dym. To paliła się pracownia malarska Rafała pełna obrazów olejnych oraz jego zbiory dzieł starych mistrzów miedzy innymi też malarzy holenderskich.

Po Powstaniu Warszawskim została po tej kamienicy jedynie kupa gruzu a później wyrosło na tym terenie osiedle bloków mieszkalnych. Interview – Muzeum Powstania warszawskiego / archiwum historii mowionej.

http://www.terazsenior.pl/aktualnosci/rzez-woli-pamietamy/-rzez-woli

Po upadku powstania Dariusz jak wielu uchodźców z Warszawy został przygarnięty przez dobrych ludzi pod Warszawą. Aby nie nadużywać ich gościnności postanowił, jak wielu innych bezdomnych Warszawiaków udać się do w miarę ocalałej Lodzi, prawie opustoszałej po wymordowaniu jej żydowskich mieszkańców. W drodze do Lodzi, na ciężarówce pełnej ocaleńców z Warszawy, młoda dziewczyna podarowała mu szczyptę tabaki do pustej fajki którą mechanicznie trzymał w ustach. Ta dziewczyna, Sabina, została później jego drugą żoną. Dzięki niej odnalazł chęć do życia. Podobno powiedział jej: ‘straciłem dwoje dzieci i chciałbym z Tobą mieć czworo’. Najstarsza Daria (dr Fizjologii Roślin po SGGW) urodziła się 30 maja 1946 roku, druga (ja) Gabryela w trzecią rocznicę Powstania 1 sierpnia 1947, Jacek (skrzypek) 2 czerwca 1950 i Blanka (fotograf ilustrator) 14 października 1951.

Po wojnie Ojczulek postanowił wybrać wolny zawód artysty malarza. Malował głównie pejzaż polski i wedutę warszawską. Obok technik malarskich: olejnej i akwareli uprawiał też grafikę artystyczną. Był członkiem Polskiego Związku Artystów Plastyków. Przez kilka lat prowadził pracownię graficzną w Warszawie i kilkakrotnie był komisarzem popularnej dorocznej subskrypcji grafiki artystycznej. Stymulował też w nas wybór kierunków artystycznych argumentując to niezależnością, od takich czy innych autorytetów czy systemów politycznych, jaką oferuje wolny zawód artysty. Polacy mają wrodzony szacunek dla sztuki, kultury i artystów. Dlatego zawsze z lekką dumą wypełniałam na formularzach – zawód ojca – artysta malarz.

Pejzaż Zima w górach, olej/płótno
Dariusz Wąsowicz
https://desa.pl/pl/authors/1926/dariusz-wasowicz

Do tej pory pamiętam sylwetkę Ojczulka przy sztalugach, zarysowującą się pod światło wpadające przez okno, kiedy rano jeszcze w piżamie wchodziłam do pokoju gdzie najwyraźniej już od paru godzin siedział zatopiony w pracy.

Ojczulek był człowiekiem, który dał się lubić. Lubiła go tez bywająca u nas w domu gromada naszych rówieśników, kolegów ze szkoły i ze studiów. Niejedni z nich przypominają sobie jeszcze długie zabawne wiersze pełne aktualności, które pisywał na początek i koniec roku szkolnego lub inne szkolne okazje.
Ojczulek zmarł w Warszawie 14 marca 1973 w wieku 63 lat, po trzech zawałach serca. Koledzy Jacka z konserwatorium wzruszająco grali Ojczulkowi na pogrzebie Andante cantabile z Kwartetu smyczkowego zwanego ‘Dysonansowym’ Mozarta. W tej chwili staram się zadbać o spuściznę malarską Ojczulka. Po oczyszczeniu i restauracji obrazów, które pozostały w mieszkaniu na Puławskiej zamierzam zorganizować wystawę pośmiertną we współpracy z galerią Katarzyny Napiórkowskiej. Kiedy to się uda, jeszcze nie wiem.

Czytam też pamiętniki stryjka Tadeusza, które zaczął pisać w listopadzie 1939 opuszczając (nie wiedząc, że na zawsze) Warszawę i szczęśliwy rodzinny dom na ulicy Wolskiej. Czytam je z wypiekami na twarzy, bo pisane maczkiem na gorąco przez młodego intelektualistę, naukowca są wyjątkowym dokumentem historycznym z pierwszej ręki o wędrówce polskiego żołnierza i o wydarzeniach w Europie w czasie Drugiej Wojny Światowej.

Kiedy mali: Darka, Jacek, Blanka i ja żując ‘pańską skórkę’ na Powązkach 1 listopada czyściliśmy z mchu ryte literki na grobie ofiar z kamienicy na ulicy Wolskiej 7, Ojczulek ze swoistym humorem mawiał nam: „wszystko zawdzięczacie Drugiej Wojnie Światowej”.

Poniżej wiersz napisany przez mojego Ojczulka, który deklamowałam w szkole na dziesiątą rocznicę zniszczenia Hiroszimy, miałam wtedy 7 lat. Dzieci Ojczulka: Rafał i Narcyza zginęły 6 sierpnia 1944 roku, Hiroshima spłonęła 6 sierpnia 1945 roku.

Nie słyszałam wybuchu bomby w Hiroszimie,
co drga do dziś w większych sercach waszych.

Jestem jeszcze mała jak słoneczko w zimie,
nie chcę by nas dzieci huk bomby przestraszył.

Znam wiersz o zmarłej dziewczynce Nazim Hikmeta
i chyba na zawsze ten wiersz zapamiętam.

Słyszałam o potwornym straszliwym pożarze
co spalił doszczętnie żyjącą Warszawę.

Wiem, że w tym ogniu pod tamtym granatem
padła moja siostrzyczka płonąc razem z bratem.

Znam tych dzieci imiona mam ich fotografie,
jak to być mogło powiedzcie, powiedzcie bo ja nie potrafię.

Czytam na murach słowa ‘min niet’, ‘min nie ma’
i tu ginęli ludzie i tu płonęła ziemia.

Widzę jeszcze ruiny trawami zarosłe,
Wiem, że praca je zetrze zanim ja dorosnę.

Dziś gdy do szkoły biegnę w podskokach,
ujrzę czasem samolot wysoko w obłokach.

Myślę wtedy o tych co tamten wysłali
by dzieci japońskie żyjące popalił.

Myślę wtedy o wszystkich ludziach bez serca
i choć mała rozumiem co znaczy podpalacz,
co znaczy morderca.